Reklama

Nowe Centrum... a w środku dalej pusto

21/02/2026 18:41

Utworzenie klubu Centrum przez połowę dotychczasowej reprezentacji parlamentarnej Polski 2050 ani trochę nie przybliża nas do zagospodarowania środka sceny politycznej, a to zachowania umiarkowanych decydują zwykle o wyniku wyborów. To nie jedyny paradoks, związany z nową inicjatywą, powołaną po rozłamie w partii stworzonej przed laty przez Szymona Hołownię na fali jego sukcesu po zajęciu trzeciego miejsca w wyścigu prezydenckim w 2020 r. 

Od tego czasu minęło jednak sześć lat, Hołownia najpierw został marszałkiem Sejmu, potem przestał nim być, a poparcie dla Polski 2050 w  sondażach zmniejszyło się do poziomu, który powinien dla jej polityków stanowić ostrzeżenie, że mają zbyt mało zwolenników, by jeszcze się dzielić. Skoro potencjał przed rozłamem nie wróżył przekroczenia progu pięcioprocentowego, warunkującego miejsce w przyszłym Sejmie.

Reklama

Symetria, która wystarczy, żeby przetrwać

Tym mniejsze szanse, żeby się w nim znaleźć mają oba wyłaniające się z kryzysu byty polityczne, w Sejmie każdy z nich liczy 15 posłów: tyle wynosi niezbędne minimum, żeby na klub wystarczyło. Przy starej nazwie Polski 2050 pozostała formacja Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, miano Centrum przybrała rozłamowa załoga Pauliny Hennig-Kloski.

Obie liderki pozostają ministrami w rządzie Donalda Tuska. Obie też - co charakterystyczne - wcale nie zamierzają z niego odchodzić.

Reklama

Polakom wydaje się obojętne, że od niedawnej środy - kiedy to wspomniany podział ogłoszono - rządzi nimi koalicja pięciu partii, a nie czterech jak dotychczas. 

Nowej jakości nie niesie za sobą bowiem Centrum, a to, co pozostało z Polski 2050 wydaje się dalekie od możliwości, by dawną siłę odbudować.

Nie wiadomo nawet do końca czym konkretnie - w sensie nie personaliów ani emocji, lecz konkurencyjnego projektu politycznego czy programowego, zdolnego przebić oferty innych - różnią się ci, co odeszli od tych, co pozostali. Nie ogłosili nawet, co poza stylem rządzenia następczyni Hołowni, Pełczyńskiej-Nałęcz - realnie ich podzieliło.

Reklama

Bez głosów posłów obu klubów nie ma jednak w tym Sejmie większości, a tym samym koalicji rządzącej.

Nazwa Centrum nie porywa. Przywodzi na myśl raczej stację metra, niż formację, zdolną skupić nadzieje Polaków. Z kolei barierą wzrostu poparcia dla prawowiernej Polski 2050, zapewne nieuchronną, pozostaje oczywista przesłanka, że Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz nie ma nawet cienia charyzmy, jaką dysponował poprzedni lider ugrupowania Szymon Hołownia.

W wyborach prezydenckich w trudnych warunkach pandemii w 2020 r. skupił sympatie umiarkowanych, zrażonych bezustanną łomotaniną między PiS a Koalicją Obywatelską. Głosy 14 proc obywateli dały mu wtedy trzecie miejsce.   Podobne poparcie uzyskała w rozstrzygających o odsunięciu PiS od władzy wyborach z 15 października 2023 r. zawiązana naprędce przez Hołownię koalicja z Polskim Stronnictwem Ludowym o nazwie Trzecia Droga. Potem rozwiązali ją ludowcy, a nie marszałek.

Reklama

Złota akcja i kontrakt z wyborcami

Zaś elektorat Polski 2050, umiarkowany, więc wymagający, odchodził stopniowo od Hołowni zrażony brakiem realizacji obietnic przedwyborczych. Na co dzień PiS czy KO odwołują się do tych, których wystarczy utwierdzać w wierze,  Polska 2050 liczyć mogła na tych, których lider do odnowicielskiego projektu przekonał. Gdy przestał tam być szefem, a odrodzenie w życiu publicznym się nie dokonało - nie ma już o czym gadać. Hołownia sporo hamletyzuje, co nie ma znaczenia, skoro projekt upadł. Tyle, że następcy ale też ich konkurenci dysponują - wystarczy spojrzeć na arytmetykę sejmową - złotą akcją, bez której nie da się Polską rządzić przez najbliższe ponad półtora roku. Powraca jednak pytanie, co dalej.

Reklama

Umiarkowani znów nie znajdują dla siebie oferty, którą byliby w stanie poprzeć. To na pewno spore wyzwanie dla wszystkich środowisk, które zachowały walor i atut niezależności. A dwubiegunowość uznają za syndrom chorobowy, jakim jest ona w psychiatrii.  Samorządowcy, działacze gospodarczy, uczestnicy rozmaitych udanych społecznych akcji (z pomocą Ukraińcom na czele) mają na pewno szanse obecny stan zmienić. Ale potrzeba do tego bodźca, liderów i organizacji. 

Wyborów w Polsce nie wygrywają skrajności. O ich wyniku decydują ci, co stoją pośrodku. Potwierdza to cała historia odnowionej polskiej demokracji. Pytanie, jakie wnioski są w stanie z niej wyciągnąć obecni dziś na publicznej scenie politycy. Jeśli o większości w przyszłym Sejmie rozstrzygać będzie Grzegorz Braun, sami sobie będą temu winni.  

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 21/02/2026 18:47
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama