18 porodówek zlikwidowanych w styczniu! A rok 2026 dopiero się rozpoczął... Nastąpiło to po cichu, bez rozgłosu... I co gorsza, w atmosferze przyzwolenia tych wszystkich organizacji i środowisk, które jeszcze parę lat temu z pełnym oburzeniem maszerowały ulicami miast pokrzykując o piekle kobiet.
Zapewne nikt już o tym nie pamięta, bądź nie chce pamiętać, dlatego warto z dziennikarskiego obowiązku przypomnieć. Czarne protesty, marsze czarnych parasolek, strajk kobiet... Takimi wydarzeniami byliśmy karmieni od 2016 roku. Obrazy pełne czarnych parasolek, czerwonych błyskawic i wieszaków. Hasła pełne troski o prawa kobiet, zapewnień, że nigdy więcej piekła kobiet. Każde przykre wydarzenie stawało się pretekstem do wywołania medialnej burzy, jednostkowe przypadki błędu lekarskiego były dowodem na podłość ówczesnej władzy. Kto z Państwa pamięta jeszcze Panią Joannę z Krakowa? Obecny premier, wówczas kandydat, z oburzeniem ogłaszał wtedy, w lipcu 2023 roku, "kolejny dramat Polki" i zapowiadał marsz w proteście przeciw upokarzaniu kobiet. Absolutnie przez przypadek marsz został zaplanowany na 1 października... dwa tygodnie przed wyborami parlamentarnymi.
Dzisiaj, w lutym 2026 roku nikt nie idzie w marszu. Nikt nie krzyczy o prawach kobiet i ich piekle. Gdzie podziały się te wszystkie organizacje: feministyczne, lewicowe? Gdzie te wszystkie postaci, które na protestach zbiły kapitał polityczny? Bo trzeba uczciwue powiedzieć- tylko taki był cel. Polityczny. Na marszach większość transparentów była wycelowana w ówczesną partię rządzącą, zwłaszcza jej lidera. Treści stricte prokobiecych było niewiele. A jeżeli ktoś pokusi się o dogłębną analizę zgłaszanych postulatów, nietrudno spostrzec, że de facto nie chodziło o kobiety, ich dobrostan i możliwość dokonywania różnych wyborów życiowych, w tym macierzyństwa. Jedynie o prawo do aborcji. Czyżby prawo do godnego porodu było w dzisiejszym świecie mniej ważne niż prawo do aborcji?
Mam oczywiście świadomość kwestii ekonomicznych, rentowności oddziałów położniczych przy obecnym wskaźniku urodzeń. Nie rozmawiamy tu wszakże o finansach, lecz o pryncypiach. O hipokryzji władzy i organizacji społecznych, dla których osobiste dramaty kobiet były jedynie okazją do sprowokowania medialnej zadymy. Jak gorzko skwitowała jedna z nich, "moja historia została wykorzystania do budowania politycznego kapitału".
KIlka lat temu "miliony serc" z błyskawicą w oczach mówiły: "aby żadna więcej nie straciła życia z powodu barbarzyńskiego zakazu aborcji". Dziś należy dodać - aby żadna nie straciła go z powodu braku specjalistycznej pomocy przy porodzie. Zamiast czarnych parasolek wolałabym widzieć parasol ochronny nad kobietą w ciąży.
Barbara Domańska
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze