Z Andrzejem Anuszem, socjologiem, autorem książek "Nielegalna polityka", "Kościół Obywatelski" i "Wokół Marszałka" rozmawia Łukasz Perzyna
- Aż do czasów stanu wojennego sytuacja wydawała się prosta: 3 Maja to święto historycznej Konstytucji i demokracji, obchodzone od 1919 r. w Drugiej Rzeczypospolitej, zaś już po wojnie - nielegalnie przez opozycję, zarówno w 1946 r. w Krakowie, gdy doszło do walk ulicznych jak pod koniec lat 70. Natomiast 1 Maja kojarzono z PRL i pochodami oficjalnymi. I nagle już w czasach Solidarności to się zmieniło, można nawet powiedzieć, że Święto Pracy zostało przez wolny związek zawodowy rządzącym odbite, chociaż władza swoje pochody organizowała nadal, tyle, że skromniej, na historycznej trasie między Placami: Grzybowskim i Teatralnym, zamiast Marszałkowską?
- Rzeczywiście tak się stało, że Solidarność odzyskała dla bezpartyjnych Polaków Święto Pracy, zresztą obchodzone już w czasie zaborów kosztem wielu ofiar przez niepodległościowo nastawioną Polską Partię Socjalistyczną, w międzywojniu również, chociaż wtedy oczywiście i przez Komunistyczną Partię Polski aż do jej rozwiązania przez Józefa Stalina. Święto 1 Maja ustanowiła w 1889 r. II Międzynarodówka, tworzyli ją socjaliści opowiadający się za niepodległością uciemiężonej wtedy przez zaborców Polski. A datę wybrano dla upamiętnienia wystąpień robotników z Chicago w 1886 r, walczących wtedy o ośmiogodzinny dzień pracy, który później w wolnym świecie stał się zasadą prawa, odrodzona Polska od razu go wprowadziła, zadbał o to dekretem rząd Jędrzeja Moraczewskiego. To komuniści po wojnie Święto Pracy zawłaszczyli, pochody stanowić miały pokaz jedności moralno-politycznej. Sprawdzano listy obecności, a gdy to nie skutkowało, bo pracownicy zwolnienia lekarskie brali, rządzący wzięli się na sposób i obok trasy pochodu rozstawiali stragany z niedostępnymi w sklepach, w warunkach ówczesnej gospodarki niedoborów, towarami. Solidarność była ruchem społecznym ale również związkiem zawodowym, tak została zarejestrowana, broniła praw pracowniczych, więc adaptacja przez nią święta 1 Maja wydawała się rzeczą zrozumiałą. I nastąpiła jeszcze w pierwszym okresie, jej legalnej działalności. Co łączyło się także ze staraniami Kościoła, który przy okazji przypomniał postać Świętego Józefa Robotnika i swoją społeczną naukę o pracy. To był przecież czas pontyfikatu Jana Pawła II i jego encykliki "Laborem exercens". Karol Wojtyła znał doskonale to zagadnienie, podczas okupacji niemieckiej pracował jako robotnik w Solvayu. Nie dziwi mnie natomiast, że od razu Pan kojarzy datę 1 Maja ze stanem wojennym, bo po jego wprowadzeniu była to pierwsza tak wielka demonstracja.
- Wtedy mówiono, że rozmach "alternatywnego pochodu" w 1982 r. zaskoczył nie tylko władzę, ale nawet wielu liderów opozycji?
- Wśród wielu zasług Solidarności warto wymienić tę, że połączyła dwie z pozoru tylko sprzeczne tradycje, symbolizowane przez daty 1 i 3 Maja. Na tym również polegał fenomen symboliki Solidarności, że łączyła, a nie dzieliła. W tym wypadku - dwa pozornie sprzeczne uniwersa. Pracownicze i równościowe, kojarzone z 1 Maja. I demokratyczne oraz niepodległościowe uniwersum, związane z datą 3 Maja. Konstytucja wtedy w 1791 r. uchwalona była przecież odrodzeniem w upadku, jak ją określili historycy. Unowocześniała ustrój i brała chłopów pod opiekę. A Polacy bronili jej wraz z niepodległością kraju. Postać Tadeusza Kościuszki zna przecież każde polskie dziecko. 1 maja 1982 r. skandowano "chodźcie z nami, dziś nie biją" na nielegalnej w warunkach stanu wojennego i pierwszej tak masowej po 13 grudnia 1981 r. demonstracji opozycji. Milicja rzeczywiście wtedy nie atakowała, co łączyć można zarówno z zaskoczeniem władzy jak symboliką święta, które uznawała jeszcze za swoje. ZOMO odbiło to sobie 3 maja 1982 r, kiedy demonstracje rozpraszano z wyjątkową brutalnością, zwykle wspomnienia o tym w telewizyjnych przekazach ilustruje się zdjęciami szarży armatki wodnej na Placu Zamkowym, zarejestrowanej przez zachodnie stacje. Połączenie wtedy tych obu historycznych majowych dat - to była kwintesencja protestu. Pomiędzy nimi, 2 maja 1982 r. na ulicach nie manifestowano, ale trwała wzmożona akcja legitymowania przez milicję zwłaszcza młodych ludzi, przeszukiwania plecaków, czy nie ma w nich ulotek. O zastraszenie chodziło, ale to się nie powiodło, bo 3 maja udział w demonstracjach był podobnie masowy. Nie tylko w Warszawie.
- I nie było to tylko jednorazowe, jeśli tak rzec można, sprzężenie tych dat?
- Zarówno 1 jak 3 Maja demonstrowano na ulicach przez całe lata 80. Za to pochody oficjalne, jak Pan już nadmienił, zmalały i skarlały.
- W wywiadzie-rzece z Jerzym Hoffmanem, wybitnym reżyserem i autorem patriotycznych ekranizacji "Trylogii" Henryka Sienkiewicza, ale także b. członkiem PZPR, znajduje się zdjęcie z pochodu pierwszomajowego, tego oficjalnego z lat 80. Widać na nim niewielki tłumek smutnych facetów na Placu Teatralnym, co zachowują się, jakby nie bardzo wiedzieli, po co tam przyszli?
- Władza, jeśli to określić w jej własnym języku, zabezpieczała pochody oficjalne, rozpraszała alternatywne, a czas wielkich tłumów i nawet udawanego entuzjazmu w trakcie tych pierwszych - minął bezpowrotnie. Ogromne przemarsze kojarzy się raczej z epoką rządów Edwarda Gierka: przywódcami na trybunie przed Pałacem Kultury i Nauki, transparentami załóg, za które odpowiadały organizacje partyjne w fabrykach. To się skończyło. Wad systemu nie dało się już przypudrować. A Solidarność, nawet zepchnięta na wiele lat do podziemia, wygrała walkę o polską pamięć i wartości.
- Ale jeszcze 1 i 3 maja 1989 r. a więc na miesiąc przed historycznymi wyborami czerwcowymi, milicja atakowała m.in w Gdańsku opozycyjne demonstrarcje, organizowane przez PPS, której lider Jan Józef LIpski był kandydatem Komitetu Obywatelskiego "S" do Senatu, Konfederację Polski Niepodległej, co poszła z własną listą i Solidarność Walczącą, która w ogóle wybory 4 czerwca bojkotowała?
- Rzeczywiście tak się działo, ale ówczesnej władzy biegu historii nie udało się cofnąć. W wolnej Polsce obie daty świętuje się już pokojowo, nawet jeśli czasem zdarzały się incydenty, rzucanie jajek czy petard przez jakiś radykałów z partyjnych młodzieżówek. Nie odczuwamy też zapewne żadnego dysonansu między 1 a 3 Maja.
- I już w nowej Polsce do rangi święta awansowano datę 2 maja, decyzją Sejmu z 2004 r, nawet jeśli nie jest to czerwona kartka w kalendarzu?
- Wyczuwam, że mówi Pan to z przekąsem, w domyśle, że świątecznych okazji nam wystarczy. Ustanowienie Dnia Flagi uważam za roztropną decyzję, promocję barw narodowych i polskiego patriotyzmu. W PRL zwłaszcza w stanie wojennym, 2 maja pochłaniały nas zupełnie inne zajęcia: miało miejsce gromadzenie środków niezbędnych na opłacenie grzywien zasądzonych przez kolegia do spraw wykroczeń wobec zatrzymanych w trakcie demonstracji dzień wcześniej. I szykowanie się na kolejny dzień protestu przeciw dyktaturze, bo tak w praktyce wyglądało święto demokracji. Skoro przemoc wobec manifestujących patriotyzm na ulicach się skończyła, znajdujemy kolejny powód, żeby ten fakt uczcić. Popieram apele o wywieszanie flag również przed naszymi domami, formułowane m.in. przez środowisko samorządowców niezależnych. W moim przekonaniu Święto Flagi sensownie łączy daty 1 i 3 Maja. Warto się odwołać do symboliki naszej narodowej flagi: barwa czerwona to robotnicy, kolor biały zawsze i nie tylko u nas pozostaje królewskim, dlatego przecież piłkarze madryckiego Realu na biało występują... Dzień Flagi 2 maja to łącznik. Tradycję 1 Maja odebraliśmy komunistom. Z kolei tej związanej z 3 Maja - nie pozwoliliśmy sobie odebrać. Czasem o tym początku miesiąca słyszymy, że to majówka albo długi weekend. Ale przecież rzecz nie sprowadza się do promocji last minute w biurach podróży. Również do manifestowania poczucia wspólnoty, która istnieć nie przestaje, czego dowiodły solidarne zachowania w pandemii czy powszechna pomoc udzielana od 2022 r. wojennym uchodźcom z Ukrainy. Niech to będzie majówka niepodległości, która łączy a nie dzieli, skoro tak Polacy te majowe dni odczuwają.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze