Sejmik Województwa Mazowieckiego przyjął 22 września uchwałę w sprawie ograniczenia populacji dzików w Warszawie. Działania redukcyjne mają odbywać się bez określenia limitów liczby zwierząt. Środowiska „ekologiczne” już rozpoczęły protest.
Dotychczas w Warszawie obowiązywały ograniczenia: odłów może dotyczyć 400 dzików (do 31.03.2027 r.), a odstrzał 100 sztuk do końca roku. Dla porównania, w Łodzi wydano decyzję na odstrzał 2 tys. osobników do 30.06.2027 r. Uchwała sejmiku umożliwiłaby prowadzenie redukcji bez limitu, jednak pod określonymi warunkami - wyłącznie w celu usunięcia bezpośredniego zagrożenia dla życia i zdrowia mieszkańców lub bezpieczeństwa ruchu drogowego. O tym, że realne zagrożenie istnieje, przekonali się ostatnio kierowcy na drodze S2, gdzie doszło do karambolu z udziałem 5 pojazdów, na szczęście nie było ofiar. Kilka dni temu stado dzików przechadzało się ruchliwą ulicą Targową. Czy stwarzały zagrożenie? Przede wszystkim dla siebie, były przerażone i bliskie paniki. Czy trzeba je odstrzelić tylko dlatego, że znalazły się tam, nie wiadomo skąd, niczym słynny łoś na Dworcu Centralnym?
Uchwała wejdzie w życie 7 października. Tymczasem „prozwierzęcy” aktywiści już teraz domagają się jej unieważnienia przez wojewodę. Odbywają się protesty, uruchamiane są procedury administracyjne. Powstaje pytanie, czy Wojewoda Mazowiecki ugnie się pod naciskiem zielonego aktywu. Nawet jeśli uchwała wejdzie w życie, jej realne wykonanie będzie niezwykle trudne w gęsto zaludnionym, 2-milionowym mieście.
Zatem redukcji praktycznie nie ma i raczej nie będzie. Tej naturalnej również – dziki nie mają w mieście żadnych wrogów. Mają za to dużo karmicieli. Niektóre dziczki mają nadawane imiona i chętnie korzystają z dobroci ludzkiej. Taki Henio, który regularnie przychodzi na skwerek (połączony z placem zabaw), gdzie jest częstowany owocami i lodami (które podobno uwielbia). Słodka lokalna maskotka… W takich okolicznościach kampania informacyjna Lasów Miejskich pt. „Dzik jest dziki” nie znajduje zbytnio zrozumienia. Dzisiejsze społeczeństwo karmione produkcjami Disneya i słodkimi filmikami wygenerowanymi przez AI nie rozumie, czym jest dzikie zwierzę. Że jest nieprzewidywalne i nie poddaje się ludzkim normom społecznym. Dziczy kodeks uwzględnia rozwalanie śmietników i rycie trawników. Niechęć do psów też jest wpisana. I tego nie zmienimy. Nie dostosujemy miasta do dzikich zwierząt, to nie jest ich naturalne środowisko.
Dlatego powinniśmy zrobić wszystko, aby przenieść dziki tam, gdzie jest ich miejsce, do lasu. Obecne przepisy – rozporządzenie UE wyklucza możliwość relokacji z powodu objęcia Warszawy strefą występowania afrykańskiego pomoru świń. Przepisy te obowiązują od 2018 roku, a efekty widać z roku na rok. Populacja dzika miejskiego rośnie w tempie zastraszającym. Jeden miot to kilkanaście nowych osobników (w lesie 2 razy mniej), a sprzyjające warunki pozwalają na dwa takie mioty w roku! W 2025 r. w Warszawie doliczono się ponad 3 tysięcy sztuk, w połowie tego roku ich liczba przekroczyła już 4 tysiące. Odławianie wydaje się najsensowniejszą i jednocześnie humanitarną metodą na ograniczenie ich pobytu w mieście.
Inicjatywa należy do Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi, które powinno wyjaśnić Komisji Europejskiej konieczność zmiany przepisów. Jednak my, samorządowcy powinniśmy nieustannie domagać się skutecznych działań ministerstwa. Dla dobra dzików, a przede wszystkim naszego własnego.
Barbara Domańska
Radna Dzielnicy Praga – Północ, Stowarzyszenie „Kocham Pragę”
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze