Dla współczesnego poczucia wspólnoty Polaków doświadczenie Powstania Warszawskiego - chociaż z roku na rok coraz mniej żyje jego świadków i uczestników - ma największe znaczenie, porównywalne tylko z fenomenem pokojowej walki Solidarności w latach 80. Chociaż żaden z celów stołecznej insurekcji nie został zrealizowany - bo nie udało się ani Niemców całkiem wypędzić z miasta ani wobec wkraczających Rosjan wystąpić w roli gospodarzy - Warszawa walczyła wielokrotnie dłużej niż zakładano, a powstańczy czas dostarczył rozlicznych przejawów bohaterstwa i wzorów dla następnych pokoleń Polaków. Również później, także w stanie wojennym, Warszawiacy spotykali się masowo przy grobach ofiar Powstania Warszawskiego.
Historia II wojny światowej zna powstania w Paryżu i Pradze czeskiej, także Neapolu, oczywiście również w gettach: warszawskim i białostockim, jednak trwająca 63 dni (1 sierpnia-2 października 1944 r.) insurekcja, która miała na celu odwrócenie niekorzystnego losu Polski, pierwszej wojennej zdobyczy hitlerowskich Niemiec, zagrożonej w pięć lat później zdominowaniem przez Związek Radziecki, wcześniej drugiego agresora z września 1939 r. - stanowi przykład wyjątkowy. Walczyło całe miasto. W jego wyzwolonej części, pomimo ostrzału i licznych ofiar, uformowało się prawdziwe społeczeństwo obywatelskie w tym elementy organizacji państwowej z pocztą polową i rozgłośnią radiową, projekcjami filmowymi i własnym wymiarem sprawiedliwości. Warszawa okazała się jedyną stolicą w II wojnie światowej, której ludność po kapitulacji wysiedlono a zabudowę zburzono w sposób planowy. Spośród ćwierć miliona ofiar śmiertelnych - na tyle ich liczbę szacuje renomowany brytyjski historyk Norman Davies - ponad 90 procent stanowiła ludność cywilna.
Broń sobie zdobędą
Broń sobie zdobędą - te niezamierzenie okrutne słowa Delegata Rządu londyńskiego na Kraj, Jana Stanisława Jankowskiego, stały się odzwierciedleniem sytuacji strategicznej w przeddzień wybuchu. Decyzję o wyznaczeniu "Godziny W" na 17,00, 1 sierpnia, podjęli na niecałe 24 godziny przed tym terminem wybuchu w zakonspirowanym lokalu przy ul. Pańskiej 67: komendant główny Armii Krajowej Tadeusz Bór-Komorowski "w porozumieniu", jak to wówczas ujmowano, właśnie z delegatem Jankowskim. W znacznej mierze pod wpływem meldunku Antoniego Chruściela ps. Monter, powiadamiającego, że czołgi radzieckie w pościgu za Niemcami dotarły już na przedpola warszawskiej Pragi. W konspiracyjnym spotkaniu na którym przesądzono o Powstaniu Warszawskim uczestniczyli też m.in. Tadeusz Pełczyński. Natomiast sceptycznych wobec planów insurekcji Kazimierza Iranka-Osmeckiego i Józefa Szostaka (później jednego z założycieli KPN) powiadomiono o nim z opóźnieniem. Z powodu obowiązującej godziny policyjnej meldunki o "Godzinie W" roznoszone przez łączniczki do większości oddziałów akowskich dotarły dopiero następnego dnia rano. Sytuacja w Warszawie okazywała się dla powstańców w oczywisty sposób niekorzystna, ponieważ okupanci niemieccy ściągnęli tu doborowe oddziały do walki ze zbliżającymi się oddziałami radzieckimi.
Dowódcy AK, jak wykazał historyk Jan Ciechanowski zakładali, że Rosjanie i tak wejdą do Warszawy w 3-7 dni, tyle też miała potrwać insurekcja. Za to nie umieli przewidzieć, że w odpowiedzi na wybuch Powstania Warszawskiego - generalissimus Józef Wissarionowicz Stalin wyda rozkaz wstrzymania sowieckiej ofensywy. Przesądziły o tym racje polityczne, a nie militarne. Podobnie jak o podjęciu decyzji o insurekcji.
PKWN: tylko komitet, nie zaś rząd tymczasowy
Wcześniej 22 lipca 1944 r. w Chełmie lubelskim, pierwszym większym mieście na wschód od Bugu, którym przebiegać miała nowa granica radziecko-polska, ogłoszono Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, zdominowanego przez komunistów. Formalnie był to tylko komitet, nie zaś rząd tymczasowy, nawet jeśli takie funkcje w rzeczywistości pełnił. Wskazuje to na brak ostatecznej decyzji Stalina co do powojennych losów Polski: państwo satelickie czy kolejna republika radziecka.
O rozstrzygnięciu tego dylematu przeważyć miało Powstanie Warszawskie. Kiedy zaś już wybuchło, przystąpiła do niego również proradziecka konspiracyjna Armia Ludowa, chociaż oczywiście główną siłą pozostała AK. Z kolei stojąca po drugiej stronie Wisły I armia Wojska Polskiego działająca w sojuszu z armią sowiecką podjęła próby uchwycenia przyczółków, m.in. na Czerniakowie, ponosząc przy tym ogromne straty. Zaś jej dowódca gen. Zygmunt Berling został z tego powodu odwołany przez radzieckich sojuszników. Wszystko to obrazuje tragiczne splatanie się polskich losów, z którego nie byli wyłączeni również komuniści. Ich sytuacja okazała się specyficzna, skoro przemawiała za nimi geopolityka, a nie realna popularność w społeczeństwie. Dlatego, kiedy wojna zmierzała ku końcowi, jak zauważa Norman Davies, na przejętych przez armię radziecką terenach "(..) przemiany polityczne dokonywały się stosunkowo wolno. W tym początkowym okresie sowieccy władcy nie darzyli polskich komunistów wielkim zaufaniem. Przede wszystkim opierali się na własnych służbach bezpieczeństwa, które pracowicie oczyszczały polskie miasto i wieś z aktywnych "elementów antysocjalistycznych". Sowieci szeroko posługiwali się tymi nielicznymi Polakami nie-komunistami, których udało się namówić na kolaborację i role marionetek w nowych organach rządowych. W końcu w roku 1945 upłynęło zaledwie siedem lat od od czasu, gdy Stalin nakazał całkowita likwidację Komunistycznej Partii Polski (KPP) i egzekucję około 5000 jej działaczy, a zaledwie trzy lata upłynęły od utworzenia następczyni KPP - Polskiej Partii Robotniczej (PPR)" [1].
Dlatego Powstanie miało stanowić ostatnią próbę odzyskania przez rząd londyński wpływu na sytuację kraju. Rok wcześniej Stalin cofnął mu swoje uznanie. Polski Londyn pozostawał formalnie sojusznikiem innych aliantów: Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, ale poza zrzutami lotniczymi (okupionymi stratami i trafiającymi w znacznej mierze do oblegających stolicę Niemców) realnej pomocy Powstaniu oni nie podjęli. Pomimo planów użycia do tego celu doskonałej brygady spadochronowej pod dowództwem gen. Stanisława Sosabowskiego, która nieco później na froncie zachodnim odznaczyła się w operacji Market Garden - przechwycenia mostów w Holandii.
Pierwsze strzały na długo przed "Godziną W"
Pierwsze powstańcze strzały padły na długo przed zaplanowaną "Godziną W", bo o 13,50 na Żoliborzu 1 sierpnia 1944 r. Człowiekiem, który rozpoczął Powstanie Warszawskie okazał się Zdzisław Sierpiński. Jak się okazało, przeżył wojnę i został później krytykiem muzycznym.
Prowadzona przez niego z transportem broni drużyna napotkała przy ul. Krasińskiego samochód wypełniony żołnierzami niemieckimi, jadący od Powązek. Dzień był gorący a młodzi Polacy ubrani w długie płaszcze zwrócili uwagę okupantów. Skrywali pod trenczami pistolety maszynowe, czego nietrudno się było domyślić.
Walka zakończyła się zwycięstwem powstańców i to bez strat własnych. Za to spore ofiary poniosły wkrótce, wciąż przed "Godziną W", zaskoczone przez Niemców przeczesujących teraz Żoliborz, plutony Organizacji Wojskowej Polskiej Partii Socjalistycznej. Pod wrażeniem tych wydarzeń, jak relacjonował Władysław Bartoszewski - gen. Rainer Stahel. niemiecki dowódca wojskowy miasta Warszawy, zarządził ok. godz. 16,30 alarm w garnizonie. Mniej więcej w tym samym czasie wybuchła przedwczesna strzelanina w Śródmieściu - na Pl. Napoleona, na ul. Mazowieckiej i na Pl. Dąbrowskiego. "Zaskoczyła ona wielu ludzi, zdążających na wyznaczone im punkty mobilizacyjne" [2].
Efekt zaskoczenia nie poskutkował do końca. Jan Nowak-Jeziorański w "Kurierze z Warszawy" wspominał wydarzenia, jakie miały miejsce na krótko przed wybiciem "Godziny W": "Nagle wybucha w pobliżu gęsta strzelanina. Spoglądam na zegarek: jest godzina 16,30. O pół godziny za wcześnie. Okna mieszkania wychodzą na podwórze, nie wiemy, co się dzieje na zewnątrz. Po chwili strzały cichną. Konspiracja już się skończyła. Ktoś głośno powiada, że jestem skoczkiem, dopiero co przybyłym z Londynu (..). Okazuje się, że mieszkanie na pierwszym piętrze od frontu zajmuje rodzina volksdeutscha, jakiegoś urzędnika władz dystryktu. Z naszą uzbrojoną eskortą wkraczamy. W mieszkaniu walizki, kufry - wszystko przygotowane do ucieczki. Nie zdążyli. Wczorajszy okupacyjny urzędnik i przedstawiciel narodu panów klęczy teraz i błaga o darowanie życia. W oczach zwierzęcy strach (..). Dostrzegam w rogu pokoju wspaniały odbiornik radiowy i konfiskuję go natychmiast. Dzięki niemu będziemy mieli własny nasłuch Londynu i innych radiostacji. W tym momencie rozlega się głuchy, przeciągły odgłos wybuchającej filipinki [powstańczego granatu własnej produkcji - przyp. ŁP], po niej drugi, trzeci i czwarty. Równocześnie odzywa się akompaniament rozpylaczy i karabinów. Okna mieszkania volksdeutscha wychodzą na Jasną. Przechodnie uciekają do bram, słychać spuszczanie z hałasem żaluzji sklepów. Z bram wysypują się powstańcy. Biegną wzdłuż ścian do szturmu na jakieś pobliskie obiekty. Patrzę znów na zegarek. Punkt piąta! Godzina "W"! Zaczęło się. Nakładamy opaski biało-czerwone z literami WP (Wojsko Polskie), niektórzy mają i orzełki" [3].
Właśnie w "Godzinie W" ranna została przy opatrywaniu kolegi, trafionego na Polu Mokotowskim, sanitariuszka Krystyna Krahelska, autorka pieśni "Hej chłopcy, bagnet na broń". Zmarła pierwszej powstańczej nocy.
Już 1 sierpnia straty polskich oddziałów powstańczych wyniosły 2000 ludzi. Niemieckie - zaledwie pięciuset żołnierzy.
Nie tylko o cele wojskowe chodziło
W Śródmieściu już pierwszego dnia powstania wywieszono biało-czerwoną flagę na Prudentialu. Wyczynu tego dokonał podchorąży Jerzy Frymus "Garbaty", ciężko chory na gruźlicę. Udał się polski atak na Elektrownię przy Wybrzeżu Kościuszkowskim. Ale jak zauważał profesor Bartoszewski: "załamał się jednak szturm na Pl. Zamkowy, nie opanowano Mostów Kierbedzia i Poniatowskiego. Zawiodły również całkowicie opłacone poważnymi ofiarami natarcia w rejonie tak zwanej dzielnicy policyjnej - Al. Szucha i Pl. Zbawiciela i Pl. Unii Lubelskiej. (..) Na Pradze powstanie załamało się" [4].
Spektakularnym sukcesem powstańców stało się zdobycie 20 sierpnia 1944 r. drugiego obok Prudentialu warszawskiego "drapacza chmur", PAST-y - jak nazywano wieżowiec Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej przy Zielnej - przez Batalion AK "Kiliński" dowodzony przez Henryka Leliwę-Roycewicza. Zasłużony rozgłos zyskało również udane przebicie się oddziałów gen. Jana Mazurkiewicza "Radosława" przez Ogród Saski ze Starówki do Śródmieścia: przebrani w uniformy wermachtu, wzięci zostali za Niemców i akcja się powiodła.
Nie tylko o cele wojskowe chodziło, co oczywiste. Po wyparciu Niemców zw znacznej części stolicy, mieszkańcy cieszyli się wolnością. Fenomenem okazała się doskonała organizacja życia pomimo skrajnie trudnych warunków, wśród ostrzału i bombardowań, na wyzwolonym od Niemców obszarze stolicy. Stało się to możliwe za sprawą ofiarności Warszawiaków. Pomagano sobie nawzajem, wskazywano bezpieczne przejścia. Nie tylko wznoszono barykady ale przebijano ściany kamienic i piwnic. Działały poczta polowa i wymiar sprawiedliwości, nadawała rozgłośnia radiowa Błyskawica, księża udzielali ślubów: m.in. Janowi Nowakowi-Jeziorańskiemu i łączniczce "Grecie". Wyświetlano filmy i organizowano koncerty, wydawano powstańczą prasę.
Niemcy tłumili insurekcję warszawską z wyjątkową brutalnością. Rzeź mieszkańców Woli i Ochoty okazała się najgorszą w całej II wojnie światowej zbrodnią popełnioną na ludności cywilnej. Od pierwszych dni walk Niemcy używali też cywilów jako żywych tarcz - osłon dla czołgów, atakujących powstańcze pozycje. Na Starówce podstawili czołg wyładowany zawczasu przygotowanymi materiałami wybuchowymi. Gdy ludność cywilna okrążyła go, świętując jego zdobycie na Niemcach - eksplodował, zabijając kilkaset osób. Kiedy naziści zajmowali powstańcze szpitale, mordowali zarówno rannych jak personel medyczny. Przez cały czas Niemcy metodycznie obracali miasto w gruzy. Z biegiem czasu najlepszą dostępną formą komunikacji pomiędzy dzielnicami stały się kanały ściekowe. W filmie utrwalił to po latach Andrzej Wajda, nagrodzony za to na festiwalu Cannes.
Ze zgruzowanej już w większej części Warszawy powstańcy na mocy kapitulacji podpisanej przez Bora-Komorowskiego poszli do obozów jenieckich. Ludność cywilną wysiedlono. Warszawiacy przechodzili gł. przez obóz w Pruszkowie, zarówno tam, jak w wielu innych miejscowościach Mazowsza spotykali się z aktywnym wsparciem mieszkańców.
Pamięć Powstania i potrzeba roztropności
Tragedia Warszawy nie odmieniła wprawdzie losów Polski w II wojnie światowej - ustalenia konferencji jałtańskiej z lutego 1945 r. potwierdziły radziecką dominację w naszej części Europy - ale wpłynęła w znacznej mierze na późniejsze historyczne zachowania Polaków. Pamięć o Powstaniu Warszawskim, odświeżana co roku na Powązkach, wzmacniała patriotyzm, ale zarazem skłaniała od rozwagi i refleksji. Przyczyniło się to do pokojowego, ale i korzystnego dla wartości demokratycznych i wspólnotowych przebiegu przełomów społecznych w Październiku 1956 r. Sierpniu 1980 r. oraz fenomenu Solidarności i jej wieloletniej pokojowej, ale i roztropnej walki. To przełom 1989 r. urzeczywistnił wartości, w imię których w Powstaniu Warszawskim oddawali życie zarówno akowcy, jak cywilni mieszkańcy.
Trudno uznać za dzieło przypadku fakt, że Polskę do NATO, stanowiącego obecnie filar naszego bezpieczeństwa, przyjmował prezydent Bill Clinton, którego wykładowcą w Oksfordzie pozostawał wcześniej Zbigniew Pełczyński, kiedyś uczestnik Powstania Warszawskiego w szeregach Armii Krajowej. To właśnie dawny powstaniec uwrażliwił przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych na problemy naszej części Europy i ugruntował w swoim studencie przekonanie o potrzebie przełamywania podziałów, utrwalonych na dziesięciolecia po II wojnie światowej i stanowiących jej smutne dziedzictwo.
Łukasz Perzyna
[1] Norman Davies. Serce Europy. Krótka historia Polski. Aneks, Londyn 1995, s. 24
[2] Władysław Bartoszewski. Dni walczącej Warszawy. Kronika Powstania Warszawskiego. Wyd. Krąg, Warszawa 1984, s. 14
[3] Jan Nowak-Jeziorański. Kurier z Warszawy. Wydawnictwo Znak, Kraków 1993, s. 325-326
[4] W. Bartoszewski. Dni.. op. cit, s. 16
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze