Reklama

Paweł Zanin: Dla nas szefami są mieszkańcy, nie partie

11/09/2026 12:50

Z Pawłem Zaninem, przewodniczącym Rady Programowej Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej, rozmawia Łukasz Perzyna.

- Zacznijmy od tego, co bulwersuje opinię publiczną. Za aferę w warszawskim Szpitalu Południowym z osławionym 1,6 mln zł zarobionym przez młodego lekarza bez specjalizacji odpowiadają samorządowcy z partii rządzącej tak krajem jak stolicą, w grę wchodzi zarówno brak nadzoru jak korzystanie bez kolejki z nieformalnych medycznych "VIP-owskich" świadczeń. Z kolei w kujawsko-pomorskim w tle innej afery znajdują się działacze PiS, to przeciwległa flanka polityki, ale efekt podobnie gorszący: naliczanie w ubogim regionie stawek za pracę lekarzy jak piłkarzowi najwyższej klasy za wyjście na boisko. Co z tym wszystkim zamierzają zrobić samorządowcy niezależni, jak reagować?

Reklama

- Podane przez Pana przykłady to nie kwestia przepisów, rozwiązań prawnych, lecz efekt skrajnej demoralizacji klasy politycznej, która objawia się na wszystkich szczeblach, od parlamentarnego po lokalny samorządowy. Dla opisywanych spraw wcale nie jest najważniejsze, jaki model funkcjonowania służby zdrowia zostanie wybrany, bo jeśli politycy nie są uczciwi, a nie zostaną na czas skarceni - znajdą luki w każdym systemie i pojawią się patologie. Zasadnie ludzi to bulwersuje, nie dziwi mnie powszechne oburzenie. Afery w ochronie zdrowia okazują się efektem zawłaszczania samorządu przez wodzowskie partie polityczne, co w wielkich miastach szczególnie okazuje się widoczne, teraz na przykładzie Szpitala Południowego. Jeśli chodzi o reakcję samorządowców niezależnych, to Rada Programowa Mazowieckiej Wspólnoty Samorządowej nie stanowi oczywiście gremium podejmującego interwencje doraźne, jednak staramy się być think tankiem przygotowującym dobre rozwiązania, alternatywne wobec praktyk samorządów zdominowanych przez partie polityczne. Nie wystarczy powtarzanie, że brzydko jest kraść albo naliczać sobie horrendalne zarobki za godziny przepracowane... marnie albo w ogóle. Sztuką jest przedstawienie nowych ludzi, którzy nie będą podatni na podobnie gorszące zachowania, a mają już dorobek w samorządach lub małych firmach, stowarzyszeniach i organizacjach pozarządowych. Cechą obecnej klasy politycznej pozostaje egoizm, objawiający się zawłaszczaniem i psuciem kolejnych segmentów życia publicznego. Ambicją niezależnych musi się stać odzyskiwanie ich dla mieszkańców, obywateli naszych Małych Ojczyzn. Nie wolno oswajać się z praktyką, że urzędnik, powołany do służenia państwu, traktuje je niczym swoją własność, którą może dowolnie dysponować. Pierwszy krok ku temu, żeby w przyszłości skończyć z podobnym zepsuciem stanowi wykazanie, że samorządowcy niezależni są inni.

- Kluczowa różnica polega na braku pośredników? Samorządowcy niezależni odpowiadają przed elektoratem, czyli po prostu bezpośrednio przed mieszkańcami, których zaufaniem zostali obdarzeni? A nie przed gremiami partyjnymi?

Reklama

- Dla nas szefami są mieszkańcy, co oczywiste. Jeśli Mazowiecka Wspólnota Samorządowa ma swoje władze, to funkcjonują one w ten sposób, że wcześniej działacze lokalni skrzyknęli się, żeby połączyć siły i razem zrobić coś pożytecznego dla naszych Małych Ojczyzn. W imię dobra wspólnego, a nie żadnej ideologii. Pośredników do tego nie potrzeba.

- Sam dobry przykład jednak nie wystarczy?

- Jeśli zaczęliśmy tę rozmowę od niedawnych bulwersujących opinię społeczną przykładów prywaty, uderzających również na lokalnym szczeblu, to godną na nie odpowiedź musi stanowić wypracowanie mechanizmów, przeciwdziałających pokusom. Przywracających społeczną kontrolę w miejsce dotychczasowej samowoli. Centrale partyjne nie są tym zainteresowane, bo dla nich świat dzieli się na swoich i obcych, a życie publiczne pojmowane jest jako gra oparta na sprzecznych interesach. Niezależni samorządowcy zamierzają budować nie na sprzecznościach, chociaż oczywiście różnice zdań są nieuniknione, lecz na współdziałaniu. Słowo "wspólnota" nie przypadkiem znajduje się w nazwie naszego stowarzyszenia. Zawiera w sobie oczywiste zobowiązanie, od którego nikt u nas nie zamierza się uchylać.

Reklama

- Czy wierzy Pan w możliwość zbudowania szerokiego ruchu wokół niezależności w samorządzie?

- Warto taką próbę podjąć, nie kierując się wyłącznie wyborczą perspektywą. Znów odróżnia to nas od partii politycznych, że niezależni w samorządzie nie myślą wyłącznie w perspektywie kolejnej kadencji, bardziej w kategoriach terminów realizacji projektów, które chcieliby w życie wprowadzić. Wierzę w szeroki ruch, oparty na zaufaniu społecznym, skoro o to Pan pyta. Rozmawiamy ze stowarzyszeniami lokalnymi i organizacjami pozarządowymi, z bractwami kurkowymi i kołami gospodyń wiejskich, strażakami i propagatorami lokalnych tradycji. Wielu z nich działa od lat, z korzyścią dla miejscowej społeczności. Samorząd w Polsce czekają zmiany. Nieuniknione w sytuacji, gdy wchodzi w życie ograniczenie możliwości pełnienia funkcji we władzach lokalnych do dwóch kadencji. Z jednej strony oznacza to świeżą krew i nowych włodarzy lokalnych, z drugiej poniekąd przymusowe odejście wielu dobrych gospodarzy, słusznie cenionych za dotychczasowe osiągnięcia. Wielu z nich przejdzie teraz do wielkiej polityki, do parlamentu i rządu, co zwiększa szansę, że będą się tam ujmować za korzystnymi dla społeczności lokalnych rozwiązaniami. Bo znają temat. Nikt jednak nie wie jeszcze do końca, jak ta ustawa się sprawdzi, jakie skutki za sobą pociągnie.

Reklama

- Niezależność w samorządzie przekłada się korzystnie na sposób podejmowania decyzji?

- Na pewno łatwiej o nie, gdy nie trzeba centrali pytać o zgodę, okazują się też bardziej przejrzyste. Żaden ośrodek niczego nam nie narzuca. Tym bardziej warto, żeby samorządowcy bezpartyjni konsultowali się ze sobą nawzajem i jeśli trzeba jednoczyli. Nie przeciw partiom, bo rozmów z nimi też nie wykluczamy, tylko dla dobra lokalnych wspólnot.

- To nie frazes?

- Mnóstwo dobra znajdujemy w ludziach. Trzeba jednak umieć je dostrzec. Wiemy, jak doskonale samorządy poradziły sobie z wykorzystaniem funduszy pomocowych z Unii Europejskiej. Pod tym względem Polska stała się liderem w Europie. Chociaż reformę samorządową przeprowadzono jeszcze przed formalną naszą akcesją do UE, brano już wtedy pod uwagę związane z nią szanse i wymagania. Jednak to nie politycy w Warszawie wprowadzili reformę samorządową, zadziałała w praktyce, gdy wzięli ją w swoje ręce dobrzy gospodarze Małych Ojczyzn, które za jej sprawą wypiękniały, zmienił się w krótkim czasie na korzyść wygląd polskich wsi i miast. Każdy system z czasem objawia jednak tendencję do psucia się, stąd biorą się patologie, od których omówienia naszą rozmowę zaczęliśmy. Oczywiste, że trzeba im przeciwdziałać. Jesteśmy gotowi, żeby to robić, zaproponować nowych ludzi i lepsze od dotychczasowych rozwiązania. Nie ma co liczyć, że nagle zerwą z tym, co złe, ci samorządowi politycy, którzy swoją pozycję zawdzięczają nie autorytetowi wśród mieszkańców ani nawet zwykłej popularności - takiej choćby, że ktoś sponsorował udany festyn czy koncert i ludzie są mu za to wdzięczni. Zawdzięczają ją decyzji partyjnych selekcjonerów, którzy zza biurka w odległej siedzibie zawczasu porozdzielali im wymarzone „jedynki" na listach wyborczych.

Reklama

- Samorząd pozostaje jednak zdominowany przez politykę partyjną? Przykład mamy w Krakowie? Najpierw Prawo i Sprawiedliwość cieszyło się z odwołania tamtejszego prezydenta Aleksandra Miszalskiego, widząc w tym początek końca rządów Donalda Tuska, chociaż mieszkańcy głosowali przeciw Miszalskiemu nie dlatego, że był z Koalicji Obywatelskiej, lecz z tego powodu, że zaniedbał Kraków, bardziej niż o mieszkańców dbał o turystów, a o kolorowe foldery mocniej się troszczył niż o budżet? Teraz z kolei Tusk popiera kandydatkę KO na kolejnego prezydenta Monikę Piątkowską jakby była urzędniczką jego kancelarii, chociaż ona jest senatorem z Krakowa, więc lepiej byłoby przypomnieć jej własny dorobek?

- Wszystko o czym Pan mówi oddaje sposób myślenia partii politycznych o samorządzie i właściwe im ograniczenia. Ręczne sterowanie samorządem zawsze się mści. W Krakowie mieszkańcy masowo zagłosowali za odwołaniem prezydenta, chociaż media głównego nurtu nie podejrzewały, że tak się stanie. Podobne pomyłki zdarzają się, gdy się wyborców nie docenia. Pod Wawelem okazało się, że mieszkańcom nie odpowiada pojmowanie samorządu jako poligonu partii politycznych.

Reklama

- To w jaki sposób wyłaniać liderów lokalnych?

- Propagujemy mechanizm ich oddolnego kreowania. Tak, żeby stali się nimi ludzie, mogący się wykazać konkretnymi osiągnięciami w lokalnej skali. Operatywni, sprawdzeni w miejscowym biznesie albo zarządzaniu lokalnymi wspólnotami, tacy, którym nieobca jest działalność społeczna czy dobroczynna. Wolontariusze co się sprawdzili w walce z powodzią albo pożarem lasu i tacy przedsiębiorcy, co miejsca pracy tworzą dla sąsiadów. Z takimi ludźmi rozmawiamy, staramy się ich wokół naszej Wspólnoty skupiać. Zasadą pozostaje organizowanie ludzi wokół konkretnych zadań. Trwale, a nie jednorazowo na wybory, jak potrafią to partie polityczne. Nazwa "partia" wywodzi się od łacińskiego słowa "część". Zaś w działalności publicznej nie wolno tracić z oczu całości, jaką stanowi wspólnota mieszkańców, wobec których czujemy się odpowiedzialni.

- Pracuje Pan wraz z innymi członkami rady nad programem MWS, co stanie się jego filarem?

Reklama

- Dla ludzi najważniejsze jest od kilku lat z oczywistych względów bezpieczeństwo, zarówno w wymiarze całego państwa jak każdej lokalnej wspólnoty. W sytuacji międzynarodowej z jaką mamy do czynienia po inwazji Rosji na Ukrainę nie potrzeba szczegółowych badań opinii, by to przeświadczenie uzasadnić. Rzut oka na mapę Europy wystarczy. Pracujemy teraz nad rozwiązaniami, które wykorzystają możliwości, jakie stwarza przyjęta niedawno ustawa o obronie cywilnej. Ochrona ludności nie jest wyłącznym zadaniem władzy, chociaż pozostaje jej obowiązkiem. Stanowi cel tak istotny, że warto brać w swoje ręce jego realizację. Społeczności lokalne mają tu najwięcej do powiedzenia. Chodzi o to, żeby tworzyć mapy zagrożeń i sposobów przeciwdziałania im. I jak najwięcej ludzi w to angażować. Obrona cywilna, bezpieczeństwo w skali gminy czy powiatu, dla nikogo nie są abstrakcyjnym zagadnieniem, to temat i cel, które interesują każdego. Mazowiecka Wspólnota Samorządowa stara się mobilizować mieszkańców do działania, wymiany informacji i doświadczeń. Wszystko jedno, czy ktoś udzielał się dotychczas w ochotniczej straży pożarnej, czy na przykład pasjonuje się sportami walki albo dla przyjemności uczestniczył w zmaganiach paintballowych bądź rekonstrukcjach historycznych - zawsze może to okazać się użyteczne. Wielką wagę przykładamy do tego, żeby ludzie się spotykali i rozmawiali, dzielili swoimi pomysłami również, gdy nie pełnią żadnych funkcji publicznych. Czujemy, że jesteśmy potrzebni. Niezależni samorządowcy przydają się najbardziej, gdy przychodzi załatwiać konkretne sprawy.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości