Reklama

Sierpień 1980. Początek drogi

28/08/2026 11:30

Podpisanie Porozumień Gdańskich, na mocy których powstały wolne związki zawodowe, które wkrótce przyjęły nazwę Solidarność i rozpoczęły trwającą prawie dekadę drogę Polski do demokracji i niepodległości - stanowiło zwycięstwo najcenniejsze, bo bezkrwawe. - Dogadaliśmy się jak Polak z Polakiem - mówił w Stoczni Lech Wałęsa. Partia komunistyczna, mająca w swojej nazwie przymiotnik "robotnicza" zawarła umowę z robotnikami, przyznając tym samym, że ich nie reprezentuje. Stało się to możliwe dzięki powszechnemu poparciu dla społecznych protestów. Nawet późniejsze wprowadzenie przez komunistyczne władze stanu wojennego nie było w stanie odwrócić biegu historii.

25-letni wówczas brytyjski eseista i dziennikarz Timothy Garton Ash tak opisywał niedzielę 31 sierpnia 1980 r. jako decydujący osiemnasty dzień strajku w Stoczni Gdańskiej, noszącej wówczas imię Lenina: "Dziewiąta rano. Można by pomyśleć, że do Polski znowu przyjechał Papież. To samo ostre słońce. Te same wielkie, przejęte i zarazem opanowane tłumy, z głośników dźwięki celebrowanej wysoko, na podwyższeniu mszy św. W istocie mszę św. odprawia tylko ks. [Henryk] Jankowski, ale Papież jest tutaj, na ukwieconym obrazie w bramie.

Reklama

Po jedenastej grupa rządowa przybywa po raz ostatni (..). Przerwa na obiad, a po południu Andrzej Gwiazda ma niejawne spotkanie z [wicepremierem Mieczysławem] Jagielskim w celu wytłumaczenia mu, że więźniowie polityczni (w tym ci z KOR-u) muszą zostać zwolnieni. Kiedy wkrótce po czwartej obie strony spotykają się z powrotem w szklanym pokoju, Jagielski odczytuje przyrzeczenie, że Prokurator Generalny podejmie decyzje co do więźniów politycznych do jutra w południe i że nikt nie będzie karany za udział lub pomoc w strajkach.

Wałęsa, inaczej niż zawsze, odczytuje krótkie przemówienie. "Jest to zwycięstwo dla obu stron" - powiada dyplomatycznie. A potem mówi od serca: "Kochani! Wracamy do pracy 1 września. Wszyscy wiemy, co ten dzień nam przypomina. O czym w tym dniu myślimy. O ojczyźnie... O wspólnych interesach rodziny, która nazywa się Polska... Uzyskaliśmy wszystko, co w naszej sytuacji mogliśmy uzyskać. Resztę też uzyskamy, bo mamy rzecz najważniejszą: nasze niezależne, samorządne związki zawodowe (..)". Przechodzą do Sali BHP. Po raz ostatni zbierają się na podwyższeniu między Leninem, krzyżem i orłem na uroczystość ostatecznego podpisania porozumienia (..). Władza komunistyczna przyznała prawo do niezależnej reprezentacji klasie robotniczej, którą dotąd rzekomo sama reprezentowała (..)" - relacjonował wysłannik "Spectatora" [1].

Reklama

Zanim powstała Solidarność

Tamtego gorącego lata strajkowano w Polsce od początku lipca, wtedy zaczął protest Ursus, co miało znaczenie symboliczne, skoro cztery lata wcześniej w Czerwcu 1976 r. załoga tamtejszej fabryki traktorów oraz masowo protestujący robotnicy Radomia wyszli na ulice z żądaniem cofnięcia uchwalonej przez władze drastycznej podwyżki cen podstawowych artykułów żywnościowych, w tym mięsa i wędlin (średnio o 69 proc) oraz cukru (100 proc). Wtedy robotnicy zwyciężyli, ponieważ podwyżkę cofnięto, jednak w odwet za udział załóg pracowniczych w ulicznych demonstracjach i spalenie komitetu wojewódzkiego PZPR w Radomiu oraz zablokowanie międzynarodowego pociągu w Ursusie - na protestujących spadły brutalne represje. Ich symbolem stały się "ścieżki zdrowia", jak przez skojarzenie do osiedlowych, modnych wtedy torów przeszkód nazwano zwyczaj przepędzania zatrzymanych przez szpaler bijących milicjantów. Okrucieństwo władz stało się powodem powołania opozycyjnych organizacji: Komitetu Obrony Robotników oraz Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela, nie tylko monitorujących represje, ale udzielających pomocy ofiarom i ich rodzinom. Zaś w 1979 r. powstała Konfederacja Polski Niepodległej, otwarcie stawiająca postulat samostanowienia Polski, zamiast modnego wtedy w środowiskach korowskich pomysłu jej "finlandyzacji" czyli neutralności z gwarancjami dla ZSRR. Podczas posiedzenia Biura Politycznego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w sierpniu 1980 r. członek tego gremium Alojzy Karkoszka przyznawał, że "przerwy w pracy", bo tak wówczas nazywała strajki władza, mają "technologię precyzyjnie opracowaną przez Leszka Moczulskiego" [2]. Zarazem robotnicy realizowali formułę autorstwa Jacka Kuronia z KOR, zawierającą się w poradzie: "Nie palcie komitetów partyjnych. Zakładajcie własne komitety". 

Reklama

Inaczej niż w Grudniu 1970 - a zbudowania pomnika ofiar tamtych wydarzeń zażądali strajkujący w dziesięć lat później robotnicy Wybrzeża - i Czerwcu 1976 r. strajkujący pozostali w macierzystych zakładach pracy. Tam powoływali komitety i spisywali postulaty. Utrudniło to władzom możliwość przeprowadzenia "rozwiązania siłowego". 

Stan oblężenia wzbudza nadzieję 

Jeszcze w lipcu wielkim ośrodkiem strajkowym stał się Lublin, gdzie stanęły nie tylko fabryki lecz także węzeł kolejowy. Zamieszkały w  niedalekich Puławach poeta Bohdan Zadura oddał ówczesny stan świadomości społecznej w formie paradoksu w datowanym "18 lipca 1980" wierszu:

Reklama

"Od dwudziestu czterech godzin 

żaden pociąg nie przejechał przez nasze miasto

(..) do wanien napuściliśmy wody

W naszym mieście trwa stan oblężenia

ulicami chodzą uśmiechnięci ludzie" [3].

Nie trzeba jednak koniecznie aż do poezji sięgać, żeby opisać ówczesny rollercoaster nastrojów - również przy okazji stanu śmietników miejskich stały się one doskonale znane. I to wcale nie żart.

Kiedy w Warszawie zastrajkowała w warunkach gorącego lata załoga Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania, fetor stał się w wielu dzielnicach trudny do zniesienia. Jednak mieszkańcy nie utyskiwali wcale na protestujących śmieciarzy, tylko na władzę, co się z nimi nie potrafi dogadać.

Reklama

Podobnie działo się ze strajkiem Miejskich Zakładów Komunikacyjnych. Kiedy nie jeździły autobusy ani tramwaje, na skwerze przy Kinie Moskwa zgromadził się tłum ludzi, czekających na jakąkolwiek okazję transportu: kierowców samochodów osobowych podwożących za nieco niższą niż taksówkarze stawkę nazywano wtedy "łebkami". Mieszkańcy, chociaż spóźnieni w drodze z pracy do domów na wielkich blokowiskach Stegien, Ursynowa i Służewa - nie złorzeczyli jednak wcale strajkującym z komunikacji miejskiej. 

Jak tramwajarka przesądziła o losach państwa

Reklama

Naprawdę przełomowy okazał się jednak moment, gdy w Trójmieście a nie stolicy motornicza Henryka Krzywonos (później Strycharska) postawiła prowadzony przez siebie tramwaj na rozjazdach przy Operze Bałtyckiej 15 sierpnia 1980 r. Zapoczątkowało to strajk powszechny.

Dzień wcześniej stanęła Stocznia Gdańska. Lech Wałęsa spóźnił się na strajk i musiał dopiero później skakać przez mur, bo - jeśli wierzyć wersji podanej przez Janusza Głowackiego w książce o Pokojowym Nobliście "Przyszłem" - musiał przedtem kupić trudno dostępny w handlu wózek dla jednego ze swoich licznych dzieci. W tej sytuacji protest zaczęli młodzi robotnicy, którzy - jak jego inicjator Jerzy Borowczak - w trakcie grudniowej tragedii sprzed dziesięciu lat chodzili jeszcze do szkoły podstawowej. Zmniejszało to traumę i lęk.

Reklama

Po spełnieniu przez dyrekcję żądań, stoczniowy strajk stanął pod znakiem zapytania, sam Wałęsa skłaniał się ku jego zakończeniu. Poszedł jednak za nastrojem tłumu. Wyłoniony przez załogi protestujących fabryk Międzyzakładowy Komitet Strajkowy wystosował listę 21 postulatów, mających już wymiar ogólnospołeczny a nie zakładowy.

Najdalej idącym okazał się pierwszy z nich: żądanie powołania wolnych związków zawodowych. Napływający do stoczni inteligenccy doradcy byli sceptyczni co do jego realności. Rację mieli jednak robotnicy, którzy przy nim obstawali. Tablice z 21 postulatami wystawione w stoczni przygotowali Arkadiusz Rybicki i Maciej Grzywaczewski.

Reklama

Niemożliwe stało się faktem

Wśród 21 postulatów znalazły się z oczywistych względów te społeczne, zwłaszcza, że początkowo podczas letnich strajków w ogóle nie stawiano żądań politycznych, lecz płacowe, zwykle przez władzę, byle zyskać spokój, pospieszne spełniane - czasem także dotyczące organizacji produkcji i przeciwdziałania marnotrawstwu.

Międzyzakładowy Komitet Strajkowy z siedzibą w Stoczni Gdańskiej domagał  się automatycznego wzrostu płac równolegle do wzrostu cen wobec spadku wartości pieniądza (postulat 9), wprowadzenia kartek na mięso i jego przetwory (jedenasty), zniesienia cen komercyjnych (dwunasty), obniżenia wieku emerytalnego (czternasty), wprowadzenia urlopu macierzyńskiego płatnego przez okres trzech lat (postulat 18) oraz podniesienia diet z 40 do 100 zł i dodatku za rozłąkę (dwudziesty) oraz wszystkich sobót wolnych (postulat 21). 

Reklama

Tak jak nie ulegało wątpliwości, że polityczny charakter ma zawarta w Postulacie 1 "akceptacja niezależnych od partii i pracodawców wolnych związków zawodowych", tak podobnie odbierano również żądanie uwolnienia więźniów politycznych, o które, jak była już o tym mowa, targowano się z władzą najdłużej (postulat 4). Zaś Postulat 3 jasno nakazywał, żeby: "przestrzegać zagwarantowaną w Konstytucji PRL wolność słowa, druku, publikacji, a tym samym nie represjonować niezależnych wydawnictw (..)"

W warunkach socjalizmu realnego polityczny format miał również Postulat 6, zakładający "podawanie do publicznej wiadomości pełnej informacji o sytuacji gospodarczej" i stanowiący jego podpunkt "a". Jeszcze bardziej zaś podpunkt "b" tego samego szóstego postulatu, głoszącego: "umożliwienie wszystkim środowiskom i warstwom społecznym uczestniczenie w dyskusji nad programem reform".

Reklama

Pamiętano, że dwanaście lat wcześniej radzieckie czołgi i dywizje powietrzno-desantowe wkroczyły do Czechosłowacji, gdzie wcześniej postawiono nawet nie tak daleko idące żądania. Jednak u naszych południowych sąsiadów motorem przemian nazywanych w 1968 r. "praską wiosną" pozostawała reformująca się partia komunistyczna. U nas zaś - wybijające się na niezależność społeczeństwo. Nawet Kościół nie nadążał za jego nastrojami, o czym świadczyła homilia prymasa Stefana Wyszyńskiego z 26 sierpnia, która ze względu na zanadto pojednawczy ton wzbudziła wśród stoczniowców sprzeciw. Inna rzecz, że Prymas Tysiąclecia miał dostęp do wiadomości, których ci ostatni nie znali.  Natomiast rolą partii komunistycznej okazało się nie inicjowanie zmian, jak w CSRS, lecz podjęcie dialogu zamiast rozwiązań siłowych znanych z obu czerwców: 1956 i 1976 r oraz z Grudnia 1970 r. w Gdańsku, Szczecinie i Elblągu. Początkowo latem 1980 r.  rządzący od dziesięciu lat Polską za sprawą ostatniego z tych przełomów I sekretarz KC PZPR Edward Gierek zachowywał się, jakby nie był świadomy sytuacji. Świadczy o tym decyzja "udania się na wypoczynek", kiedy strajki już trwały, w dodatku... do Związku Radzieckiego. Z czasem okazało się, że towarzysze z PZPR, w tym zawiadujący służbami bezpieczeństwa Stanisław Kania wykorzystają protesty społeczne do pozbycia się Gierka z partyjnego kierownictwa: co nastąpiło jednak dopiero po podpisaniu Porozumień Gdańskich. Jednak to nie sytuacja w PZPR, podobnie jak nie postawa hierarchów kościelnych - obie zresztą rozczarowały wtedy Polaków - stała się dla sytuacji rozstrzygająca. O optymistycznym zwrocie przesądziła determinacja całego społeczeństwa. Przeważyła na rzecz rozwiązania na tyle demokratycznego, na jakie warunki socjalizmu wówczas pozwalały. Zamiast wyboru przez władzę rozwiązania siłowego - zawarto umowę społeczną, pierwszą taką w bloku wschodnim.

Przy czym wciąż nie doceniana nawet przez historyków pozostaje wypowiedź ówczesnego dowódcy Marynarki Wojennej kontradmirała Ludwika Janczyszyna, który 18 sierpnia 1980 r. - niewątpliwie oddając nastroje kadry - w trakcie obrad plenum komitetu wojewódzkiego w Gdańsku z udziałem Kani zapewnił, że "wojsko nie uczyni niczego, co mogłoby zachwiać jego więź ze społeczeństwem" [4]. Na pewno też łagodnym rozwiązaniom kibicowała wtedy znaczna część trzymilionowej wówczas masy członkowskiej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej: milion z nich zapisał się później do Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego "Solidarność", powstałego na mocy umów sierpniowych.

Zanim jednak je podpisano, wielkie znaczenie dla wsparcia strajkujących miało zainteresowanie wolnego świata ich działaniami. Zapewne nigdy wcześniej i nigdy później Polska nie cieszyła się podobnie powszechną sympatią opinii publicznej. Znane wtedy powiedzenie głosiło, że prawica na Zachodzie popiera polskich robotników z tego powodu, że się modlą a na bramie wywieszają portret Jana Pawła II, zaś lewica - ponieważ domagają się wolnego związku zawodowego, sprawiedliwości społecznej i równości. Ówczesne nastroje zaważyły na dalszej pokojowej i bez użycia przemocy - pomimo traumy stanu wojennego i masakry w Kopalni Wujek, dokonanej przez władzę w grudniu 1981 r.  - drodze do demokracji i niepodległości, jaką Solidarność i inne organizacje niezależne podążały konsekwentnie, doprowadzając do zasadniczej korekty dokonanego na konferencji jałtańskiej powojennego podziału świata. Symbolicznego zniesienia żelaznej kurtyny i całkiem realnego zburzenia muru berlińskiego. Polska nie tylko odzyskała wolność, ale pokazała drogę innym.

W kraju zaś strajk stoczniowy, w znacznej mierze ze względu na pamięć ofiar Grudnia 1970 r. stał się nie tylko symbolem, ale przedmiotem powszechnego podziwu i wsparcia. W przeświadczeniu, że odradza się wspólnota Polaków. Jak ujął to w wierszu napisanym po wizycie w Stoczni Gdańskiej Tomasz Jastrun:

"Przyjechała delegacja z Krosna

czternastu ludzi

W ciemnych garniturach

Stoją teraz na podium w słońcu lamp

I dziwią się

że tak łatwo było ruszyć 

z posad

Bryłę świata" [5]

Światowej sławy reporter Ryszard Kapuściński, który wcześniej niejedną rewolucję w świecie obserwował i opisywał, zachwycał się po pobycie w stoczni w "Notatkach z Wybrzeża", że zza stereotypu robola, co tylko wykonuje plan, dzięki strajkującym "wyłoniła się (..) nowa twarz młodego pokolenia robotników - myślących, inteligentnych, świadomych swojego miejsca w społeczeństwie" [6].

Gdyby w niedzielę 31 sierpnia 1980 r. stoczniowcom w Gdańsku nie udało się podpisać historycznych porozumień z władzą, do strajku od poniedziałku 1 września gotowe były Zakłady Mechaniczne w Ursusie. W zrozumieniu tej relacji zawiera się prawda o wyjątkowości obranej wówczas przez Polaków drogi.


Łukasz Perzyna
 

[1] Timothy Garton Ash. Polska rewolucja. Solidarność 1980-81, Wyd. Res Publica, Warszawa 1990, przeł. Małgorzata Dziewulska i Marcin Król, s. 39-41

[2] Igor Rakowski-Kłos. Leszek Moczulski skończył 90 lat. W PRL był aresztowany 250 razy wyborcza.pl z 8 czerwca 2020

[3] Bohdan Zadura. To co dziś wiadomo; biuroliterackie.pl

[4] Sierpień 1980. Kalendarium. Encyklopedia Solidarności encysol.pl 

[5] Poeta pamięta. Antologia poezji świadectwa i sprzeciwu 1944-1984. Wybór: Stanisław Barańczak. Puls, Londyn 1984, s. 356

[6] Ryszard Kapuściński. Notatki z Wybrzeża. "Kultura" Warszawa z 14 września 1980

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 28/08/2026 11:36
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Najnowsze wiadomości