Reklama

Aleksandra Mirosław. Jedyna złota, polska żołnierka, Spider Woman

18/09/2024 06:07

Zdobywczyni jedynego złotego medalu dla Polski na olimpiadzie w Paryżu Aleksandra Mirosław została bohaterką wyobraźni zbiorowej. Mistrzyni wspinaczki jest starszą szeregową Wojska Polskiego ale niebawem otrzyma awans na kaprala. W pokojowym, choć nie wolnym od napięć czasie, staje się symbolem możliwości polskiej armii. Roztropny i skuteczny patronat wojska nad karierą mistrzyni - zwłaszcza w sytuacji braku innych mecenasów sportu o podobnych osiągnięciach - przemówi do szerokiej opinii nie tylko w kraju i bardziej bezpośrednio niż zakupy sprzętu czy wyposażenia, niewątpliwie konieczne, ale jednak pozbawione romantyki, jaką niesie za sobą tylko sukces.

Spider Woman, tak się już na nią mówi. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że stała się ikoną, skoro w rodzinnym Lublinie przy Krakowskim Przedmieściu pojawił się ogromny mural,  którego jest bohaterką. Na spotkanie z nią pomimo upalnej aury przyszło 28 sierpnia do sali też lubelskiego Uniwersytetu Medycznego ponad dwieście osób. 

Reklama

W tej dyscyplinie wszystko rozstrzyga się w kilka sekund, różnice okazują się minimalne, ale po każdym pojedynku wspinaczkowym od razu dowiadujemy się, to zwyciężył. Dwukrotna wcześniej mistrzyni świata Aleksandra Mirosław udźwignęła w Paryżu trudną rolę faworytki, z czym nie poradziło sobie wielu naszych reprezentantów: od Anity Włodarczyk, która nie wywalczyła czwartego z rzędu złota w rzucie młotem po Igę Świątek, która medal wprawdzie zdobyła ale na korcie noszącym imię francuskiego bohatera I wojny światowej Rolanda Garrosa nie potwierdziła pierwszego miejsca w światowym rankingu.

Wprawdzie wspinaczka od trzech lat dopiero stanowi dyscyplinę olimpijską, ale okazuje się konkurencją na pewno bardziej popularną niż pozostający od ponad stulecia w programie igrzysk pięciobój nowoczesny. Świadczą o tym liczne ścianki osiedlowe i klubowe, na których masowo ćwiczy młodzież z polskich osiedli. Teraz chętnych tam widać dużo więcej, podobnie jak przed prawie półwieczem sukcesy Wojciecha Fibaka masowo ściągały młodzież na tenisowe korty i zachęcały, żeby budować kolejne.

Reklama

Poza gratyfikacją za medal Aleksandrze Mirosław należy się więc dodatkowa nagroda za popularyzację sportu.

Na razie otrzyma awans w wojsku, gdzie służy w randze starszej szeregowej. Zapowiedział to zaraz po jej złotym medalu minister obrony i wicepremier Władysław Kosiniak-Kamysz. Dodał zarazem, że sportsmenka musi najpierw odbyć odpowiednie szkolenie. Jak sprecyzował w rozmowie z "Samorządnością" rzecznik Polskiego Stronnictwa Ludowego, któremu tenże wicepremier prezesuje, Miłosz Motyka, ponieważ mistrzyni przejdzie tym samym do innego korpusu, ukończenie kursu okazuje się nieodzowne. Nie ma też mowy o żadnym "przeskakiwaniu stopni". Łatwiej mieli więc za poprzedniego ustroju zdobywcy złotego medalu olimpijskiego w piłce nożnej na igrzyskach w Monachium (1972 r.) wywodzący się z warszawskiej Legii (funkcjonującej wtedy jako Centralny Wojskowy Klub Sportowy): Kazimierz Deyna, Lesław Ćmikiewicz i Robert Gadocha,  bo wszystkich awansowano od razu i bez zbędnych ceregieli.

Reklama

Zawiera się w tym porównaniu jakaś niesprawiedliwość,  skoro trudno dzisiaj o lepszą propagandę wojska, obronności Polski i pewnego związanego z jej docenianiem stylu życia - niż złoty medal olimpijski starszej szeregowej Aleksandry Mirosław. Co tym cenniejsze, że armię mamy dziś ochotniczą. Za sprawą ekscesów "fali" i podziału na "dziadków" i "kotów" a więc patologii, które rozwinęły się jeszcze w czasach Ludowego Wojska Polskiego i odbijały koszarowy stres spowodowany jego rolą podczas stanu wojennego, ale przetrwały nawet zmianę ustrojową - jeszcze za poprzednich rządów koalicji PO-PSL zrezygnowano u nas z armii z poboru. Uznano, że ojczyzny bronić  może wyłącznie żołnierz świadomy, pełniący swoją służbę z wyboru a nie przymusu.

Tym cenniejsze okazują się więc dla adeptów obronności konkretne wzorce osobowe. O Aleksandrze Mirosław z dumą da się powiedzieć, że w nieco ponad sześć sekund - bo tyle trwała jej paryska wspinaczka po złoto - stała się jednym z nich. 

Reklama

Sama zaś deklaruje jasno w niedawnym wywiadzie przeprowadzonym przez Krzysztofa Brommera: - Jeśli byłaby ogłoszona mobilizacja wojska, to tak jak inni sportowcy, idę bronić naszego kraju. Zrobiło się poważnie (..).  Każdy wie, co ślubował - zapowiedziała Aleksandra Mirosław w pierwszym roku wojny w Ukrainie [1]..

Nie od rzeczy przypomnieć, że na poprzedniej paryskiej olimpiadzie, przed stu laty, również jeden z dwóch ówczesnych medali, oprócz srebra kolarzy, brąz w konkursie jeździeckim wywalczył dla Polski rotmistrz Adam Królikiewicz, były legionista i weteran wojny przeciw bolszewikom a później również uczestnik kampanii wrześniowej. Startował w mundurze a medal zdobył w ostatnim dniu igrzysk. Wraz z tymi szczegółami powtórzył wszelkie te okoliczności, a  nawet poprawił wynik Królikiewicza, zdobywając złoto a nie brąz, inny mistrz jeździectwa Jan Kowalczyk na trudnej dla Polaków z oczywistych względów olimpiadzie moskiewskiej (1980 r.). Wygrał nie tylko na zakończenie olimpiady ale ukoronował w ten sposób własną karierę, bo w chwili triumfu liczył już sobie 39 lat, co dla wyczynowego sportowca stanowi wiek zaawansowany.

Reklama

Trzydziestoletnia Aleksandra Mirosław całkiem dosłownie pokazała młodym Polakom, zwłaszcza tym, co rozważają możliwość kariery w wojsku, sens wspinaczki na szczyty.

W sytuacji, gdy za jedną granicą Polski toczy się gorąca wojna pełnoskalowa, wywołana napaścią Władimira Putina na Ukrainę, a druga granica z Białorusią staje się celem naporu wspieranych przez tamtejszą dyktaturę fałszywych imigrantów - fakt, że jedyny złoty medal olimpijski dla Polski zdobywa żołnierka w czynnej służbie nabiera dodatkowego znaczenia, co w niczym oczywiście nie umniejsza czysto sportowego wymiaru sukcesu Aleksandry Mirosław.

Reklama

Podobnie jak Iga Świątek, zaczęła ćwiczyć pod wpływem starszej siostry. Dziś jej perfekcjonizm już porównuje się do stylu mistrza olimpijskiego w skoku o tyczce  multirekordzisty Armanda Duplantisa. A jeszcze niedawno trenowała w remizie strażackiej. Uczyła też wuefu w szkole. Mąż Mateusz uprawiał tę samą dyscyplinę, ale z czasem postanowili, że zostanie jej trenerem. Uprzednio wspólnie rozważyli, które z nich ma większą szansę na sportowe laury. Efekt ich współpracy oglądaliśmy na paryskiej olimpiadzie.

Dwa razy w Paryżu Aleksandra Mirosław poprawiała własny rekord świata, śrubując go z dotychczasowych 6,24 najpierw do 6,21 sekundy a potem do 6,06. To czas wspinania po piętnastometrowej ścianie.

Reklama

Mistrzyni olimpijska znajduje prostą radę i receptę dla tych, co pytają, jak zacząć karierę: - Wystarczy założyć sportowe buty. Ubrać się w strój sportowy. I pójść na najbliższą ściankę wspinaczkową.

Gdy śledzi się przebieg jej własnej  kariery, zgodny z łacińską  maksymą "przez trudności do gwiazd" - trudno wątpić, że udźwignie również ciężar popularności.    


Łukasz Perzyna

[1] Gotowi na Sport z 28 września 2022


 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama