Rozszerzenie systemu SENT na branżę odzieżową i obuwniczą stało się dla tysięcy polskich mikroprzedsiębiorców symbolem urzędniczego absurdu i oderwania przepisów od rzeczywistości. System stworzony do walki z mafiami paliwowymi i wielkimi wyłudzeniami podatkowymi dziś uderza w ludzi, którzy od lat uczciwie handlują na targowiskach, bazarach i lokalnych rynkach.
To właśnie oni, drobni przedsiębiorcy, często prowadzący jednoosobowe działalności gospodarcze zostali wrzuceni do jednego worka z międzynarodową przestępczością gospodarczą.
Problem ma charakter ogólnopolski. Szacuje się, że skutki rozszerzenia systemu SENT mogą dotyczyć ponad 100 tysięcy osób związanych z branżą odzieżową i obuwniczą, właścicieli mikrofirm, pracowników oraz ich rodzin.
W samym powiecie wyszkowskim system SENT realnie wpływa na stabilność finansową, zatrudnienie i jakość życia ponad 100 mikroprzedsiębiorców i ich rodzin. To ponad 500 osób, których codzienne bezpieczeństwo ekonomiczne zależy dziś od decyzji politycznych i przepisów tworzonych bez zrozumienia realiów lokalnego handlu.
W debacie publicznej często mówi się o wielkich inwestycjach i dużych korporacjach, ale prawdziwym fundamentem polskiej przedsiębiorczości od lat pozostają mikroprzedsiębiorcy. To oni budują lokalne gospodarki, tworzą miejsca pracy, płacą podatki i utrzymują handel w małych miastach oraz gminach.
Za każdym małym sklepem, stoiskiem targowym czy handlem obwoźnym stoi człowiek, który każdego dnia bierze pełną odpowiedzialność za utrzymanie swojej rodziny i swoich pracowników.
Dlatego problem systemu SENT nie jest wyłącznie problemem jednej branży. To problem społeczny, który dotyczy nas wszystkich.
Jeśli upadają lokalne firmy:
znikają miejsca pracy,
słabną lokalne społeczności,
pieniądze odpływają z małych miast do zagranicznych platform i wielkich sieci,
rośnie wykluczenie ekonomiczne wielu rodzin.
To nie jest temat polityczny.
To jest temat obywatelski.
Niezależnie od poglądów politycznych każdy powinien rozumieć, że dobro obywatela i możliwość uczciwego prowadzenia działalności gospodarczej powinny być priorytetem dla każdej opcji politycznej. Państwo powinno wspierać ludzi, którzy pracują, płacą podatki i próbują utrzymać swoje rodziny, a nie tworzyć przepisy, które czynią z nich potencjalnych przestępców.
Największe emocje budzi fakt, że państwo zaczęło stosować wobec drobnych kupców procedury stworzone dla transportów paliw, alkoholu czy chemikaliów.
W praktyce właściciel małego stoiska z odzieżą, jadący rano na targ kilka kilometrów od domu, musi funkcjonować niemal jak profesjonalna firma logistyczna.
Absurd goni absurd.
Przedsiębiorca, który kupuje odzież na sztuki, przed wyjazdem do pracy musi… zważyć cały towar. Następnie ma obowiązek zgłosić przewóz do systemu SENT, mimo że przewozi własny towar sam dla siebie i nie dochodzi do żadnej zmiany właściciela.
Ta sama osoba staje się jednocześnie:
podmiotem wysyłającym,
przewoźnikiem,
odbiorcą towaru.
Po całym dniu pracy przedsiębiorca musi ponownie zważyć pozostały towar i jeszcze raz aktualizować zgłoszenie.
Dla wielu ludzi brzmi to jak żart. Dla tysięcy mikroprzedsiębiorców to codzienność.
Największy strach budzą jednak kary. W systemie SENT nawet drobna pomyłka może oznaczać katastrofę finansową.
Literówka w numerze rejestracyjnym. Kilka kilogramów różnicy przy ważeniu odzieży sprzedawanej na sztuki. Opóźnienie w aktualizacji zgłoszenia.
To wystarczy, by uczciwy przedsiębiorca został ukarany sankcją sięgającą dziesiątek tysięcy złotych, często wyższą niż wartość całej dostawy i miesięczny dochód firmy.
Dla dużych korporacji to problem administracyjny.
Dla mikrofirmy to wyrok.
Wielu przedsiębiorców mówi dziś wprost: bardziej boją się kontroli i pomyłki w systemie niż realnych problemów związanych z prowadzeniem biznesu.
Najbardziej cierpi lokalny handel, bazary, targowiska i małe sklepy, które od lat utrzymują lokalne społeczności i dają ludziom pracę.
To właśnie tam dostawy są częste, niewielkie i zależne od sezonu. SENT kompletnie nie uwzględnia specyfiki tej działalności. Każde zatrzymanie transportu, każda kontrola i każdy błąd administracyjny oznaczają straty finansowe i chaos organizacyjny.
Przedsiębiorcy podkreślają, że zamiast walczyć z szarą strefą, państwo coraz mocniej uderza w tych, którzy działają legalnie, płacą podatki i próbują utrzymać rodzinę.
Tymczasem wielkie zagraniczne platformy sprzedażowe funkcjonują na zupełnie innych zasadach i nie ponoszą podobnych obciążeń administracyjnych.
Efekt jest prosty: polski mikro handel słabnie, a zagraniczna konkurencja rośnie w siłę.
W małych miastach i powiatach handel odzieżą i obuwiem to często jedyne źródło utrzymania całych rodzin. Za każdą działalnością gospodarczą stoją konkretni ludzie, rodzice, dzieci, pracownicy.
Dlatego skutki systemu SENT nie kończą się na tabelkach i formularzach. To realny problem społeczny.
W powiecie wyszkowskim ponad 500 osób odczuwa dziś skutki tych regulacji. Dla wielu rodzin każda kolejna kara, dodatkowy obowiązek czy ograniczenie działalności oznacza pogorszenie jakości życia i niepewność jutra.
Przedsiębiorcy nie domagają się likwidacji kontroli państwa ani przywilejów. Oczekują jedynie przepisów dostosowanych do rzeczywistości mikrofirm i lokalnego handlu.
Branża apeluje o:
uproszczenie procedur,
wyłączenie drobnego handlu spod najbardziej restrykcyjnych obowiązków,
wprowadzenie progów wartościowych,
ograniczenie kar za nieumyślne błędy,
rozpoczęcie realnego dialogu z przedsiębiorcami.
Państwo powinno skutecznie walczyć z przestępczością gospodarczą, ale nie może tworzyć systemu, w którym uczciwy człowiek zaczyna bać się wyjechać na targ z własnym towarem.
Dlatego #StopSENT na odzież i obuwie.
Adrian Grzegorczyk i Katarzyna PL
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze